poniedziałek, 31 marca 2014

Rozdział 13

*Logan*
-Camille i jak się czujesz?-zapytałem gdy podałem jej herbatę
-Logan już ci mówiłam, że dobrze. Niepotrzebnie się martwisz.-westchnęła i wzięła łyk napoju
-No tak... ale...-nie zdążyłem dokończyć bo Camille mi przerwała
-Logan słońce daj już spokój i siadaj na kanapie.-zaśmiała się i popatrzyła na mnie rozbawiona
-Baby...-bąknąłem i usiadłem w miejscu wskazanym przez Camille
-A tobie co?-zapytała moja dziewczyna
-Eeeee nic.-wyszczeżyłem się głupio bo skapnąłem się, że Cam usłyszała to co powiedziałem
-Dobra. Dzisiaj ci daruję.-zaśmiała się cicho
-A niby czemu? Normalnie już bym dostał zjebkę.-popatrzyłem pytającym wzrokiem na moją dziewczynę
-A sama nie wiem... -powiedziała wesoło
-Wiesz jak ja cie kocham? Chyba nie wiesz jak bardzo.-rzekłem i wziąłem Camille na kolana
-Wiem Logan wiem.-powiedziała spokojnie i wtuliła się we mnie. Gdy tak siedzieliśmy poczułem jak samotna łezka spadła mi na rękę.
-Camille czemu płaczesz?-zapytałem patrząc jej w oczy
-Płacze bo jestem szczęśliwa, że mam ciebie.-wyszeptała
-Ja też się cieszę, że mam ciebię.-uśmiechnąłem się lekko i delilatnie musnąłem jej usta
-Logan, mogę cię o coś zapytać?-rzekła mocniej się do mnie tuląc
-O co chodzi skarbie?-zaspytałem głaszcząc ją po głowie
-Co poczułeś gdy zobaczyłeś mnie nieprzytomną i leżącą w kałuży krwi?-powiedziała niepewnie i cicho
-Przeraziłem się. Nie mogłem przyjąć do wiadomości, że mogę cię stracić.-odpowiedziałem stanowczo ale delikatnie
-Dobrze wiedzieć.-rzekła. Może i nie widziałem jej twarzy ale czułem, że się uśmiecha.

*Miranda*
Bogu dzięki wszystko się ułożyło. James wrócił i od razu poszedł gdzieś z Szanon a ja i Carlos siedzieliśmy na kanapie w pokoju chłopaków i oglądaliśmy kolejny film. Mój bardzo pokręcony chłopak wybrał horror mając nadzieję, że go przytulę. Ale nic z tego, jak byłam małą dziewczynką zawsze ze starszym bratem oglądałam horrory więc uodporniłam się na te filmy. Gdy tak oglądaliśmy film Carlis powiedział, że idzie do łazienki a ja dalej śledziłam akcję na ekranie. Już miała być najlepsza scena w tym filmie bo tak się składa, że znam ten film na pamięć. Więc już miała być najlepsza scena gdy ktoś za moimi plecami krzyknął tak głośno, że aż podskoczyłam i wylądowałam na stoliczku stojącym przed kanapą. Wstałam ze stoliczka i posłałam Carlosowi mordercze spojrzenie.
-Zabije durnia!-krzyknęłam zła... abo raczej wściekła
-Miranda wybacz, kochanie moje. No przepraszam no. Chciałem tylko zrobić ci kawaj. A skąd ja miałem wiedzieć, że polecisz na stoliczelk.-powiedział robiąc minkę zbitego psiaka.
-No dobra ale moja zemsta cię dopadnie.-zaśmiałam się sztańsko i wróciłam do oglądania filmu. Carlos usiadł obok mnie i przytulił mnie do siebie całując w czoło.
-Ciekawi mnie jaką zemstę wymyślisz...-zaczął spokojnie
-Uważaj bo skończysz tak jak James.-powiedziałam
-Chyba nie stoisz za tym?-zapytał podejrzliwie
-Nie!-krzyknęłam chcąc potwierdzić swoją niewinność
-Miranda... nie wieżę ci.-powiedział. Te słowa mnie załamały, zwiesiłam głowę a moje oczy zalały się łzami
-Jak mi nie wieżysz to proszę. Domyśl się co masz z tym zrobić!-rzuciłam mu pistolet, zawiązałam sobie oczy chustą i odwróciłam się do niego plecami. Tym zachowanien chciałam udowodnić mu swoją niewinność, chciałam aby wiedział, że może mi sprzedać kulkę w głowę a ja i tak będę mówić, że jestem niewinna. Po chwili w mieszkaniu rozległ się huk strzału, ale odziwo Carlos wycelował w sufit a nie we mnie
-Nie mogę tego zrobić-powiedział i usłyszałam jak żuca broń na ziemię
-A niby czemu nie?-powiedziałam praktycznie bez emocji
-Bo cię kocham-rzekł spokojnie
-Carlos... ehh jeżeli nie wieżysz mi w takiej sprawie to w jaki sposób mam mieć wobec ciebie zaufanie?-zapytałam stojąc w pozycji jak na początku

*Kendall*
-Ktoś tu tęskni za mamusią.-zaśmiałem się i pozwoliłem Liptonowi wskoczyć na tapczan
-Skoro ja jestem jego mamusią to kim jest tatuś?-zapytała głaszcząc zwierzaka
-Chyba ja...-zaśmiałem się wesoło i przytuliłem Jo. Dziewczyna popatrzyła na mnie dziwnie i zapytała:
-A kiedy to się stało?
-Sam nie wiem... może wczoraj, może dzisiaj?-odpowiedziałem na jej pytanie. Jo jedynie skarciła mnie wzrokiem ale kącik jej ust był uniesiony lekko w górę
-Idiota!-burknęła i oberwałem z kapcia w głowę
-Jo!-krzyknąłem ze śmiechem i pocałowałem ją w policzek
-Wiem jakie mam imię.-odpowiedziała i uśmiechnęła się wesoło
-Kochanie...-zamruczałem całując ją delikatnie w usta
-Kendall-zachichotała
-No co? Przeciesz nic takiego nie robię.-odpowiedziałem muskając ustami jej szyje
-Lipton daj buziaka tatusiowi!-Jo zawołała psa, który zaczął lizać mnie po twarzy
-To zagranie poniżej pasa!-zaśmiałem się i wziąłem zwierzaka na ręce
-Oj uspokuj się.-odpowiedziała rozbawiona
-Nie. Tfu!-zacząłem wycierać z twarzy resztki śliny Liptona
-A jak dam ci buziaka?-powiedziała pokazując swój biały uśmiech
-A to zależy...-pokręciłem głową i popatrzyłem w podłogę
-Misiek, nie fochaj się na mnie.-powiedziała to tak niewinnie, pięknie i słodko
-Dobrze kochanie.-rzekłem spokojnie tuląc do siebie Jo
__________________________________________________
Wybaczcie, że tak długo nic nie pisałam. Macie pełne prawo mnie za to zabić. Sama nie wiem co się ze mną teraz dzieje, jak mam wenę to nie chce mi się pisać a kiedy chce mi się pisać to nie mam weny {°_°}"... po prostu skończę pisać i zabiorę się za kolejny rozdział

~Sonny <3333

niedziela, 23 marca 2014

Rozdział 12

*Carlos*
Popatrzyłem na dziewczynę, uśmiechała się od ucha do ucha i była dumna z tego, że udaremniła mój diaboliczy plan.
-Jeszcze cię dorwę...buahahaha!!!-zaśmiałem się złowieszczo
-Wariat!-rzekła Miranda i po chwili oberwałem w głowę
-Czuję się urażony.-powiedziałem teatralnym głosem i udając obrażonego usiadłem na ziemi plecami do dziewczyny.
-Carlos...-zaczęła ale nic jej nie odpowiedziałem, patrzyłem się tylko na moje buty i nic więcej.-No dobra to ja idę. Pa.-po tych słowach byłem na przegranej pozycji. Miranda wiedziała, że uwielbiam spędzać z nią czas a gdy jej przy mnie nie ma nudzę się jak mops.
-Kochanie nie wychodź.-złapałem ją w tali i pocałowałem
-No skoro stawiasz takie warunki...-uśmiechnęła się
-Wiesz, że nie mogę ci odmówić więc to wykorzystałaś. Prawda?-zapytałem ciekaw jeh odpowiedzi
-Może tak, może nie...-moja dziewczyna popatrzyła na mnie i pokazała swoje białe ząbki
-Mów!!-przydusiłem ją do ściany i patrzyłem jej głęboko w oczy
-Ja...-resztę wypowiedzi Mirandy skróciłem pocałunkiem
-Pewnie, że to wykorzystałaś cwaniaro.-zaśmiałem się po czym przytuliłem ją
-Kochany jesteś.-wyszeptała mi do ucha
-Ty też.- odpowiedziałem również szeptem

*James*
Obudziło mnie szarpanie... szarpanie moich spodni. Podniosłem się nerwowo i zauważyłem, że moje ubranie w zębach trzyma...  niedźwiedź. Tak się składa, że był to grizzly.
-Spaaaadaj!!!!-wrzasnąłem przerażony i wybiegłem z szałasu. No ale jagby tego było mało ten durny zwierzak pobiegł za mną. Przyśpieszyłem tempa. Obejrzałem się za siebie i na moje szczęście misiek dał sobie spokój.
-Yea! I co łyso ci!?-krzyknąłem radosny ale zaraz ucichłem bo zobaczyłem helikopter.
-Szukamy Jamesa Diamonda. Tak many potwierdzenie zaginięcia.-rzekł głos w helikopterze. A ja wybiegłem z lasku i zacząłem krzyczeć i wymachiwać rękoma jak idiota.
-Ejjj tutaj jestem. To ja James Diamond!!!-wrzeszczałem jak opętany i po chwili drabina z helikopteru zleciała na ziemię. Szybko ją złapałem a gdy byłem w środku dostałem specjalne słuchawki oraz ciepłą kurtkę. Ciekawiło mnie jakim cudem nie zamarzłem gdy przebywałem na tej "lodówce". Moje myśli nadal krążyły wokół Suzan, chciałem móc ją zobaczyć i przytulić. Siedziałem tak chyba z kilka godzin bo usłyszałem jak pilot mówi, że zaraz lądujemy. Spojrzałem na ziemię, miejscem lądowania był parking Palm Woods gdzie czekali na mnie moi przyjaciele...i Suzan. Gdy wyszedłem z mojego transportu w pierwszej kolejności przywitałem się z kumplami, potem z dziewczynami na końcu podszedłem do Suzan. Dziewczyna widocznie usłyszała, że podszedłem do niej bo bez zawachania żuciła mi się na szyje.
-Bałam się, że coś ci się stanie...-wyszeptała tak, że tylko ja mogłem to usłyszeć
-Bałaś się o mnie?-zapytałem z niedowierzaniem gdy dziewczyna stanęła przedemną.
-Może to zabrzmi dziwnie ale...James ja... ja cię kocham.-rzekła a następnie spuściła głowę i uroniła pojedyńczą łzę. W tej chwili nie wytrzymałem, dusiłen to w sobie zbyt długo. Podszedłem szybko do Suzan, chwyciłem ją w tali i mocno pocałowałem. Usłyszałem za sobą "Uuuuu" oraz "Gorzko! Gorzko!" ale nie przerwałem pocałunku. Trwaliśmy tak z kilka minut. Gdy się od siebie oderwaliśmy popatrzyłem w jej piękne oczy. Suzan wprawdzie nic nie widziała ale była bardzo miła i mądra.
-Czyli ty też?-uśmiechnęła się a ja nadal obejmowałem ją w pasie
-Innej opcji nie ma.-rzekłem i spojrzałem na nią uradowany
-To co. Możemy spróbować?-zapytała niepewnie
-Oczywiście, że tak.-przytuliłem Suzan a potem razem z resztą poszliśmy do naszego mieszkania

*Jo*
Leżeliśmy tak z Kendallem gdy dostałam wiadomość, że znaleźli Jamesa i za jakiś czas go przywiozą. Tak więc wstaliśmy i zebraliśmy wszystkich na parkingu. Czekaliśmy jakieś 15 minut gdy usłyszeliśmy hałas jaki wywołał helikopter a po chwili witaliśmy się już z Jamesem. Na końcu podszedł do Suzan i ją pocałował. Oczywiście chłopacy musieli krzyczeć "Gorzko! Gorzko!" oraz "Uuuuu" ale momentalnie razem z Camille i Mirandą skarciłyśmy ich wzrokiem. Poszliśmy do mieszkania chłopaków. Chcieliśmy aby James opowiedział trochę ale on nie chciał nic mówić ale rozumiem go. Tak więc razem z Kendallem poszliśmy do mnie.
-To co robimy? Oglądamy coś?-zapytał Kendall
-Dobra ale ja wybieram film.-powiedziałam
-No okej ale żadnego romansidła.-bąknął i usiadł na kanapie
-Może obejżymy.... Swindle!!!! (polecam szczerze ten film :) )-krzyknęłam gdy chwyciłam w ręce film
-Ok. To włącz i siadaj obok mnie.-Kendall pogładził ręką miejsce obok siebie a ja kiedy włączyłam film i usiadłam obok niego a głowę oparłam o ramię mojego chłopaka. Film był bardzo fajny ale byłam lekko zmęczona więc tak pod koniec seansu zmorzył mnie sen. Obudziłam się przykryta kocykiem a Kendall leżał za mną i obejmował mnie w pasie.
-Aaaa... co się stało?-zapytałam ziewając
-Zasnęłaś skarbie.-odpowiedział całując mnie w czoło

__________________________________________________
Wybaczcie, że dopiero teraz dodaję rozdział ale piszę teraz 30 stronnicowe opowiadanie na konkurs w mojej szkole i to mu poświęcam więcej czasu. Jeszcze raz przepraszam...
~Sonny <3333

niedziela, 16 marca 2014

Rozdział 11

*Camille*
Niby wszystko było dobrze, ale szczęście nie trwał długo. Kendall opowiedział wszystkim co się stało Jo. Biedaczka. Codziennie odwiedzałam ją tak często jak było to możliwe. Po Jamesie też niebyło znaku życia, może i minąl dzień od jego podejrzanego zniknięcia ale to nie zmienia faktu, że się o niego martwiliśmy. Siedziałam znudzona na wózku i czekałam na... sama nie wiem na nic po prostu siedziałam znudzona w mieszkaniu i gapiłam się w podłogę. Niespodziewanie usłyszałam pukanie do drzwi, podjechałam na wózku i je otworzyłam.
-Hej Jo.-uśmiechnęłam się i wpuściłam ją do środka a następnie zamknęłam drzwi
-Hejka Cam.-odpowiedziała trochę smętnie i usiadła na kanapie
-Jo...-zaczęłam i przytuliłam ją- wszystko dobrze.-dodałam
-Wiem ale... nadal nie mogę się pozbierać po tym co się stało...-wyjąkała
-Mam dla ciebie dobrą wiadomość.-zmieniłam temat, tak przynajmniej mi się zdaje
-No słucham.-pwiedziała już weselej
-Kendall znalazł tego gnoja ci cię sama wiesz. I złożył pozew do sądu, dodatkowo w pozwie ujął napaść na mnie i uprowadzenie Jamesa.-uśmiechnęłam się lekko
-Czyli ma niewielkie szanse na wygraną.-chumor Jo najwidoczniej szybko się poprawił
-I widzisz nie warto z nami zadzierać.-zaśmiałam się wesoło
-Tylko ciekawi mnie co z Jamesem.-Jo popatrzyła zamyślona w podłogę
-Spoko policja szuka go od USA po Alaskę.-pomachałam jej przed oczami.

*Suzan*
Dostałam telefon od Carlosa, chodziło o Jamesa. Najszybciej jak tylko potrafiłam założyłam Alasce uprząsz i ruszyłyśmy. Na całe szczęście Carlos czekał na mnie przy recepcji bo sama nie trafiła bym do ich mieszkania. Kiedy byliśmy na miejscu dowiedziałam się co się stało. Mimowolnie zaczęłam płakać.
-Suzan już dobrze. Jamesowi nic nie będzie.- Miranda próbowała mnie pocieszyć ale to nic nie dawało
-No ale... coś może... może mu się stać...-zaczęłam płakać jeszcze mocniej. Kątem oka zauważyłam, że nawet Carlos który zawsze jest wesoły tym razem spochmurniał.
-Będzie dobrze co nie?-zapytał Carlos
-Tak będzie...-rzekłam ocierając łzy
-Trzeba wierzyć do końca.-uśmiechnęła się Miranda i razem z Carlosem mnie przytulili.
-Dzięki wam czuję się lepiej. Mam najlepszych przyjaciół na świecie.-chumor najwidoczniej poprawił mi się

*Kendall*
Miałem iść do sklepu po lekarstwa dla mamy a czego tu się dowiaduję? Że jakiś sukinsyn zgwałcił moją ukochaną. Dodatkowo był to mój dawny przyjaciel. Bez wahania poszedłem do niego a gdy byłem przed jego mieszkaniem zacząłem waliś pięścią w drzwi.
-O Kendall co cię tu sprowadza?-zapytał jagby nic się nie stało
-Wypchaj się Jared!!! Ja już wiem co zrobiłeś i chciałem ci powiedzieć, że zapłacisz za to i to w sądzie!!!-wrzasnąłem i przydusiłem go do ściany
-Jaaa nie wiem o czym ty mówisz...-zaczął się wykręcać
-Taa to powiedz mi prosze kto zgwałcił Jo, napadł na Camille i uprowadził Jamesa!?!?!?!?-ryknąłem wściekły
-Nie masz na nic dowodów.-prychnął
-Mam. Nagranie video a poza tym sąsiedzi mojej dziewczyny widzieli cię a potem słyszeli co tam się działo. Pożałujesz tego!!!-wrzasnąłem poczym udeżyłem go z pięści a on upadł na ziemię. Wyszedłem z jego mieszkania i skierowałem się do siebie. Musiałem ochłonąć troszkę od tego wszystkiego...co ja gadam? troszeczkę? Musiałem odciąć się od otaczającego mnie świata. Miałem dosyć... martwiłem się o Jo. Co ona mogła przejść... ten zasraniec potraktował ją jak przedmiot... jak szmatę. Wszedłem do mieszkania i bez słowa skierowałem się do swojego pokoju i rzuciłem się na moje łóżko. Leżałem tak z dobrą godzinkę gdy usłyszałem pukanie do drzwi.
-Co!?-zapytałem załamany
-To ja Jo mogę wejść?-usłyszałem głos mojej ukochanej
-Jasne ale zamknij drzwi.-rzekłem już spokojniej i znowu spojrzałem w podłogę.
-Kendall co ci jest?- zapytała Jo z troską i położyła się koło mnie
-Mam wyżuty sumienia, że w tedy nie było mnie przy tobie...-wyszeptałem
-To nie jest twoja wina a poza tym już jest lepiej.-przytuliła się do mnie
- Kocham cię Jo.-odgarnąłem kosmki jej włosów i pocałowałem ją w czoło
-I widzisz? Po co te nerwy?-uśmiechnęła się moja dziewczyna
-Sam nie wiem. Po prostu się o ciebie martwię.-pocałowałem ją ponownie ale tym razem w usta
-Kochany jesteś.-uśmiechnęła się
-Oj wieeeem.-zaśmiałem się

*Miranda*
To wszystko było jakieś pogmatwane jagby było zwykłą ustawką. Niepokoiło mnie szczegulnie to, że każdy z chłopaków został skrzywdzony w różny sposób tylko nie... Carlos. Martwiłam się o niego, nie chciałam aby coś mu się stało. Siedzieliśmy tak we trójkę, niestety po jakimś czasie Szanon musiała już iść do domu i zostaliśmy sami.
-To co robimy?-zapytał Latynos
-Może obejrzymy film?-zaproponowałam
-No ok.-uśmiechnął się
-Obejrzymy komedie?-zapytałm spokojnie
-Jasne...ale ja wybieram.-Carlos rzekł stanowczo
-Ok panie "szefie"-ułożyłam z palców cudzysłów po czym przytuliłam się do Losa i nie wiem kiedy zasnęłam. Obudziłam się ok. 16, niechętnie wstałam i rozejrzałam się po mieszkaniu. Nikogo nie było.
-Ani mi się wasz straszyć mnie.-rzekłam z groźbą w głosie i odwróciłam się i zobaczyłam Carlosa z zaskoczoną miną
-Z kąd wiedziałaś, że to ja?-zapytał z ciekawości
-Bo gdy oddychasz czuję twój oddech.-zaśmiałam się
-Muszę poćwiczyć skradanie się.-burknął

__________________________________________________
Wybaczcie, że tyle musieliście czekać ale w moim życiu sporo się namieszało ale tak czy siak zebrałam się w sobie aby napisać kolejny rozdział.

~Sonny <3333

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 10

*Logan*
Dzisiaj był ten dzień, dzień w którym moja ukochana wychodziła ze szpitala. Cały dzień byłem nadpobudliwy do tego stopnia, że Kendall chciał wezwać psychiatrę. Po obiedzie który łyknąłem i o mało co się nie udusiłem pobiegłem szybko do samochodu i z piskiem opon ruszyłem do szpitala. Trzeba przyznać, że jechałem jaj ostatni kretyn. Gdy byłem na miejscu wszedłem do budynku i od razu skierowałem się w stronę sali Camille. Kiedy otworzyłem drzwi moja dziewczyna siedziała na łużku gotowa do drogi mimo iż miała złamaną rękę i nogę.
-I jak się czuje mój skarb?-zapytałem od progu
-A całkiem całkiem tylko ten gips jest potrzebny... jak sam wiesz co.-zaśmiała się i próbowała wstać.
-Camille lepiej usiądź bo jeszcze coś ci się stanie.-zacząłem panikować w prawdzie moja dziewczyna była twarda ale bałem się o nią
-Ehmm... Logan mam do ciebie małe pytanko...-zaczęła trochę skrępowana a ja usiadłem obok niej
-Słucham cię Camille. O co chodzi?-rzekłem spokojnie ale przed moimi oczami nadal malował się obraz który zobaczyłem po wejściu do sypialni Cam.
-No chodzi o to, że boję się teraz mieszkać sama więc pomyślałam, że może ty zamieszkał byś ze mną?-zaproponowała
-Chętnie.-uśmiechnąłem się, po chwili do sali weszła lekarka.
-Pani Roberts, będzie musiała pani przez jakiś czas jeździć na wózku a potem chodzić o kulach.-wyjaśniła pani doktor
-No nieee i co z castingami?-jęknęłam zawiedziona
-Odpuścisz je sobie.-zacząłem
-Musi pani teraz odpoczywać.-powiedziała lekarka i wyszła
-A co z tym wózkiem?-prychnęła zła
-Jest już załatwiony.-uśmiechnąłem się po czym wziąłem ją na ręce i zaniosłem do samochodu.
-Logan... ja...-Camille nie mogła wydusić z siebie ani jednego słowa
-Spokojnie, teraz będzie dobrze.-złapałem ją za rękę
-Mam nadzieje...-wyszeptała
-Camille nie masz się czego bać. Jestem przy tobie i zawsze będę.-powiedziałem spokojnie po czym ruszyliśmy a gdy zaparkowałem samochód, wziąłem ją na ręce i ruszyłem w stronę hotelu a potem mieszkania. Kiedy tak szliśmy kilka albo kilkadziesiąt ludzi patrzyło się na nas ale ja niezważając na nich szedłem dalej, po chwili doszliśmy do mieszkania Cam otwożylem je i posadziłem moją dziewczynę na kanapie.
-I teraz będę uziemiona.-rzekła zasmucona i popatrzyła w podłogę. A ja tym czasem niespostrzeżenie wziąłem gitarę Cam i usiadłem obok niej.
-Może to ci się spodoba.-rzekłem tajemniczo i zacząłem grać na gitarze.- These are all my words on paper, Feelings that can't wait till later, This is my song for you.
When I though love was hurled, You helped me break the silence, Here's my song for you.
And I know we're standing in a hurricane, But I know together we can find a way. Don't let go, come close, Can you hear my heart?
For you I'm falling deep I'm lost in You have found what I've been missing. No one else can feel this space, 'Cause no one else can take your place. For you I'm falling. This is my song for you.
This is my song For every dream unwoken, For every word unspoken. This is my song for you.
And I know we're standing in a hurricane, But I know together we can find a way. Don't let go, come close, Can you hear my heart?
For you I'm falling deep I'm lost in You have found what I've been missing. No one else can feel this space, 'Cause no one else can take your place. For you I'm falling. This is my song for you, You, you, you, you, you, you... For you, you, you, you, you, you, you...
These are all my words on paper, Feelings that can't wait till later, This is my song for you.- kiedy skończyłem popatrzyłem na nią, była cała rozpromieniona i o to właśnie mi chodziło.
-Kocham cię Logi.-powiedziała i pocałowała mnie

*Kendall*
Na całe szczęście udało się ubłagać Katie. Bogu dzięki, że mała lubi grać w gry. A więc gdy obłaskawiliśmy moją siostrę Jo musiała już iść a ja tym czasem usiadłem przed telewizor i włączyłem wiadomości. To co tam usłyszałem przeraziło mnie kompletnie.
-"Uwaga! W okolicy L.A zanotowano tajemnicze morderstwa, z tego co na razie wiadomo to stoi za tym chińska mafia. Radzimy uważać i nie wychodzić samemu gdy się ściemni" - rzekł głos w telewizorze a niecałą minutę po tej wiadomości usłyszałem strzały z pistoletu. Bez wahania pobiegłem do Jo, kiedy byłem przed jej drzwiami zauważyłem, że drzwi są uchylona tak więc wszedłem do środka. Zobaczyłem Jo siedzącą a raczej skuloną w kącie mieszkania, głowę miała schowaną w rękach i gorzko płakała. Szybko podszedłem do niej i przytuliłem ją mocno.
-On... on... mnie...-Jo płakała jeszcze mocniej z trudem łapała oddech
-Ktoś ci coś zrobił?!-powiedziałem trzymając nerwy na wodzy
-Jakiś facet mnie...-zapłakała i bardzo mocno wtuliła się we mnie.-...powiedział, że jak będę grzeczna to nic nie poczuje...-krzyknęła żałośnie
-Spokojnie Jo, nic ci już nie grozi.-przytuliłem ją jeszcze mocniej i otarłem łzy. Siedzieliśmy tak z 30 minut
-Już dobrze?-rzekłem spokojnie
-Nic nie jest dobrze.-po policzku spłynęła łza-Zobacz Kendall.-dodała i podała mi liścik
-"Twoje dni są policzone, tak jak twoich przyjaciół..."- przeczytałem na głos
-I co ja mam teraz zrobić? To wszystko moja wina.-zapłakała żałośnie
-No już Jo. Jak dorwę tego drania który ci to zrobił to obiecuję, że go zabiję.-przytuliłem ją mocno
-I co teraz będzie?-zapytała przestraszona
-Spokojnie wszystko się ułoży... obiecuję.-rzekłem spokojnie
-Mam taką nadzieję...-wyszeptała

*James*
-Muszę już iść.-wydukałem i wyszedłem. "James ty idioto i co ty zrobiłeś!!!" krzyczałem do siebie w myślach. Szedłem tak dalej gdy poczułem straszliwy ból, zupełnie jakby ktoś uderzył mnie patelnią w głowę na moje nieszczęście zemdlałem. Gdy się obudziłem poczułem chłód, otworzyłem oczy i zobaczyłem, że jestem na wielkiej lodowej pustyni było tam strasznie zimno i nie było żadnej żywej duszy. I w cale się nie dziwię, zacząłem iść przed siebie a śnieg skrzypiał mi pod butami, popatrzyłem przed siebie i spostrzegłem, że zbliża się zamieć śnieżna.
-Kurwa twoja mać co tu się dzieje!!!-wrzasnąłem wściekły i rozpaczliwie zacząłem szukać schronienia ale na darmo... zamieć była coraz bliżej a ja nie miałem gdzie się schować. Nagle przypomniałem sobie jak kiedyś oglądałem szkołę przetrwania i facet pokazywał jak jak zbudować sobie schronienie...no może raczej wykopać. Tak więc zacząłem kopać w śniegu i w ostatniej chwili zdążyłem, szybko wskoczyłem do dziury i jakąś minutę potem całą tę lodową pustynię zagarnęła zamieć.
-I co ja mam teraz zrobić? Nawet nie wiem gdzie jestem...-z rezygnacją usiadłem pod ścianą lodowej nory. Rozejrzałem się i stwierdziłem, że nie mogę się tak łatwo poddać, postanowiłem, że jak tylko zamieć ucichnie ruszę przed siebie i poszukam pomocy... wiedziałem też, że będę musiał schować moją godność w buty i wziaść się w garść aby przetrwać.
~na rano~
Gdy się obudziłem po zamieci nie było ani śladu. Nadal nie docierało nie mnie, że jestem tu a nie w Los Angeles. Bez marudzenia ruszyłem przed siebie, jednak nie było to łatwe bowiem zapadałem się w śniegu ale nie zważając na to szedłem dalej. Po 4 godzinach wędrówki straciłem już nadzieję gdy moim oczom ukazał się las, przyśpieszyłem kroku i po niecałych 30 minutach dotarłem do celu. Zaczęło się ściemniać więc zebrałem patyki (duże i małe), z tych większych zrobiłem sobie szałas stawiając je dookoła drzewa a w środku wymościłem mchem. Gdy było już ciemno próbowałem rozpalić ogień ale coś mi nie wychodziło ale jednak nie odpuszczałem i ku mojemu zdziwieniu udało się! Rozpaliłem ogień! Byłem taki szczęśliwy, że nareszcie mogłem się ogrzać. Siedząc tak w szałasie usłyszałem wycie, które zmroziło mi krew w żyłach i spowodowało, że serce podskoczyło mi do gardła. Położyłem się na mchu i próbowałem zasnąć.

__________________________________________________________________________________
I jak się podoba? James na Alasce....nie do końca o to mi chodziło ale zawsze coś, teraz będę musiała zmienić moje plany ale wystarczy trochę cierpliwości i pojawi się nowa perspektywa nowego rozdziału.

~Sonny <3333

czwartek, 13 marca 2014

Rozdział 9

*Jo*
Film był prze zabawny, wiliśmy się ze śmiechu po całej podłodze. Gdy Kendall dostawał głupawki ja "łapałam" to po nim. Gdy film się skończył powoli się uspokajaliśmy. Byłam wyczerpana tym śmiechem więc przytuliłam się do mojego blondaska i po chwili byłam już w krainie snów. Gdy się obudziłam zobaczyłam, że jestem w sypialni a na przeciwko mnie leżał Kendall i przypatrywał mi się czule.
-I jak się spało księżniczko?-zapytał
-A dobrze, kotku.-uśmiechnęłam się i przytuliłam się do niego
-Mam być zazdrosny?-zapytał po chwili ciszy
-A niby o kogo?-rzekłam lekko przestraszona
-O Liptona.-uśmiechnął się wskazując na psa który rozłożył się na drugiej połowie łużka i merdał wesoło ogonkiem.
-Słodziak z niego, tak jak ty.-powiedziałam i pocałowałam go delikatnie w usta, mój chłopak nie czekał długo i szybko oddał pocałunek.
-Kocham cię.-wyszeptał między pocałunkami
-Ja ciebie też.-odpowiedziałam
-Wiesz co chciałbym teraz zrobić?-zapytał wystawiając psa za drzwi
-Nie...-uśmiechnęłam się do niego zalotnie
-Chciałbym teraz cię tulić i całować.-rzekł i podszedł do mnie
-Jakiś ty słodki.-wyszeptałam a Kendall zaczął mnie całować to w usta to po szyi.
-Nawet o tym nie myśl, jeszcze nie teraz.-uśmiechnęłam się i odepchnęłam go od siebie gdy był blisko mojego dekoltu.
-Spokojnie zaczekam.-rzekł i przytulił mnie mocno
-I za to cię kocham.-powiedziałam i jeszcze mocniej wtuliłam się w niego
-I tylko za to?-zapytał jagby był zawiedziony.
-No nie tylko za to.-odpowiedziałam spokojnie
-No ja myślę.-rzekł rozbawiony. Leżeliśmy tak dłuższą chwilkę gdy usłyszeliśmy krzyki Katie.
-Jo twój pies osikał mi ciuchy!!!!-krzyczała wściekła
-Oh Lipton...-burknął Kendall
-Nie przejmój się.-odpowiedziałam spokojnie i wyszłam z pokoju razem z Kendallem
-Lipton no mały chodź.-zawołał go mój chłopak po czym wziął go na ręce.

*Carlos*
Siedziałem w domu i grałem na konsoli gdy usłyszałem pukanie do drzwi. Wstałem niechętnie i otworzyłem je, okazało się, że była to Miranda.
-Hejka wejdź.-uśmiechnąłem się i skinieniem ręki zaprosiłem ją do mieszkania.
-Carlos ja chciałam porozmawiać...-zaczęła niepewnie
-A o czym?-zapytałem spokojnie
-O tym pocałunku.-powiedziała wprost
-Strasznie cię za niego przepraszam...-wyjąkałem
-Nic się nie stało. Chciałam tylko wiedzieć czy on coś znaczy.-rzekła spokojnie
-Ja sam nie wiem no...-wyjąkałem
-Spoko ja chciałam ci tylko powiedzieć, że podobasz mi się...ale nie ważne-chciała już wyjść ale złapałem ją za rękę i pocałowałem
-Ty też mi się podobasz. Będziesz moją dziewczyną?-zapytałem niepewnie
-A mam inne wyjście?-zachichotała i przytuliła się do mnie
-No moim zdaniem tak.-odpowiedziałem wesoło
-No więc będę twoją dziewczyną.-rzekła radośnie i pocałowała mnie w policzek
-To Miri co teraz robimy?-zapytałem
-Chyba lubisz zadawać pytania.-zaśmiała się i usiadła na kanapie
-No nawet nie wiesz jak bardzo.-odpowiedziałem i przysiadłem się do niej
-Wiesz...cieszę się, że mam kogoś kto mnie zrozumie.-Miranda popatrzyła na mnie i uśmiechnęła się szeroko
-Ja też.-odpowiedziałem i pocałowałem ją delikatnie w tym samym momęcie usłyszałem czyjeś krzyki.
-Gorzko! Gorzko!-był to James, który siedział prawie cały dzień i dopiero teraz postanowił się wyłonić
-Zazdrościsz?-zapytałem poirytowany
-Nie mam czego. Idę się teraz spotkać z Suzan pa-powiedział i wyszedł

*Suzan*
Siedziałam sama w domu bo co innego nie miałabym robić? Przecież jestem niewidoma... a więc zatem nudziłam się jak mops, alaska tym czasem spała w najlepsze. Wiedziałam o tym bo słyszałam jej chrapanie. Siedziałam tak dłuższą chwilkę kiedy usłyszałam pukanie do drzwi. Ostrożnie wstałam i powoli podeszłam w ich stronę ale zanim je otworzyłam zapytałam.
-Kto tam?
-To ja James, możesz otworzyć Suzan?-odpowiedział głos
-Zapraszam.-powiedziałam i wpuściłam go do środka
-Suzan chciałem z tobą pogadać.-powiedział zamykając drzwi bo wydał przy tym charakterystyczne dźwięk
-A o czym takim?-zapytałam niepewnie
-Najpierw pomogę ci usiąść.-rzekł podnosząc mnie i kładąc na kanapie
-Ok. To o czym chciałeś pogadać?-uśmiechnęłam się delikatnie, niespodziewanie poczułam jak James siada obok mnie i chwyta mnie za rękę
-Słuchaj... podobasz mi się i zakochałem się w tobie od początku ale bałem się wyznać ci moje uczucia. Bo wiem jak niektórzy mnie spostrzegają. Myślą, że jestem zapatrzonym w siebie dupkiem i nie interesują mnie losy innych ale prawda jest inna...-powiedział ze skruchą w głosie
-James ja ci ufam i wieżę, że nie jesteś taki... a z resztą dobrym przykładem jest to, że pomogłeś mi w tym zaułku. Dziękuje.-rzekłam spokojnie ale w głębi duszy byłam taka radosna
-Cieszę się, że ktoś kogo znam niezbyt długo ma o mnie takie zdanie.-powiedział wesoło
-To o co chciałeś mnie zapytać bo troszkę odeszliśmy od tematu...-zaśmiałam się
-Wiesz już nic takiego.-powiedział ale w jego głosie było słychać rezygnację i żal

_______________________________________________________________________________
Kolejny rozdział ale sorry, że taki krótki. Ostatnio mam sporo nauki ale ściągi zrobią swoje haha. A co do kolejnego rozdziału to mam pewien pomysł ale jeszcze muszę go ogarnąć ale jak narazie zapowiada się świetnie. Dobra powiem wam tylko, że będzie się działo ale więcej wam nie powiem więc ciiiii.

~Sonny <3333

P.S już w poprzedniej notce miałam to napisać ale zapomniałam więc chciałbym pogratulować Katelyn Tarver, dziewczyna zaręczyła się jakiś czas temu więc gratulacje Katelyn!!!

http://img.besty.pl/upload/file/1186085.jpg

środa, 12 marca 2014

Rozdział 8

*Logan*
Gdy wszyscy poszli zostałem sam, chciałem cofnąć czas bo gdybym był razem z nią to nic by się nie stało. Siedziałem tak w korytarzu i rozmyślałem, po jakimś czasie przyszła pani doktor.
-Może się pan z nią porzegnać...nie ma szans na przeżycie. Przykro mi.-powiedziała i odeszła. Stałem tam jak wryty, ja...nie mogłem jej stracić. W końcu się odważyłem wejść do środka, usiadłem przy łużku Camille i chwyciłem ją za rękę.
-Obudzisz się, nie pozwolę ci umrzeć... zrobię wszystko co w mojej mocy. Nie mogę cię stracić.-wyszeptałem i mimowolnie łzy popłynęły mi z oczu. Pocałowałem ją w czoło ale nadal płakałem, ponownie usiadłem i zamknąłem oczy prosząc o to aby Camille żyła. Niespodziewanie poczułem rękę na swoim ramieniu.
-Logan czemu płaczesz?-zapytał głos, otworzyłem oczy i co zobaczyłem? Moją kochaną jedyną Camille leżącą na łużku i uśmiechającą się do mnie lekko.
-Tobie nic nie jest! Tak się o ciebie martwiłem!-przytuliłem ją delikatnie.
-Nie ma o co... przeciesz żyje.-powiedziała a raczej wyszeptała. Ze szczęścia wybiegłem na korytarz i zacząłem krzyczeć:
-Pani doktor! Pani doktor szybko!!!-kobieta widocznie mnie usłyszała i szybko przybiegła.
-Tak słucham?-zapytała
-Proszę zobaczyć!-powiedziałem radosny i otworzyłem drzwi do sali Cam.
-O mój Boże! Jak to możliwe!?-krzyknęła szczęśliwa, że jej pacjentka żyje.
-Po prostu nie poddała się. Walczyła do końca.-rzekłem tuląc delikatnie moją ukochaną.
-Niestety musi pan z tąd wyjść. Pacjentka musi z tą wyjść.-powiedziała lekarka a ja pożegnałem się z Cam i poszedłem szybko do domu. Gdy wszedłem wesoły do środka wszyscy na mnie popatrzyli.

*Kendall*
Rozmawiałem razem z Jo siedząc na kanapie gdy do mieszkania wszedł wesolutki Logan.
-I co?!-zapytała zaskoczona Jo
-Obudziła się! Nic jej nie jest!-krzyknął radosny
-To super, całe szczęście, że wszystko dobrze się skończyło.-powiedziałem a Ligan poszedł do swojego pokoju. Spojrzałem na Jo, też była szczęśliwa tą wiadomością- Wiesz trzeba to jakoś uczcić.-uśmiechnąłem się zalotnie
-Ale ja...-nie dokończyła bo pocałowałem ją namiętnie, trwało to dłuższą chwilę.-Musimy tak częściej świętować.-uśmiechnęła się i wtuliła się we mnie.
-Może obejżymy jakiś Horror?-zaproponowałem
-Znowuuuuu????-pisnęła nziezadowolona
-To co chcesz oglądać?-zapytałen
-Może komedię?-uśmiechnęła się
-Chętnie a jaką? Może "Mały"?-zaproponowałem i uśmiechnąłem się lekko
-O super, ty włącz a ja...-przerwałem jej
-...wezmę żelki.-zaśmiałem się złowieszczo
-Tak i przy okazji tobie co się stało?-rzekła krzywiąc minę
-Odwala mi, a z resztą sama powiedziałaś, że jestem twoim idiotą...-powturzyłem złowieszczy śmiech
-Włączaj ten film a ja wezmę żelki.-uśmiechnęła się i lekko popchnęła mnie w stronę telewizora. Gdy włączyłem film usiadłem na kanapie i wdusiłem pauzę.
-Misie czy robale?-zapytała Jo
-A wymieszaj. Dzisiaj szalejemy!-krzyknąłem zgłupkowatym śmiechem
-Misiek ogarnij się.-powiedziała niosącc miskę pełną żelek
-A bo co?!-zapytałem udając obrażonego.
-To!-zaśmiała się i po chwili leżałem na ziemi.
-A no tak. Zapomniałem, że trenujesz karate.-jęknąłem i po chwili wstałem.
-Mam czarny pas.-Jo wyszczeżyła ząbki i usiadła obok mnie.

*Camille*
Nie pamiętałam nic z tego dnia, no może tylko to, że ktoś zasłonił mi oczy a usta zakleił taśmą a potem poczułam nieziemski ból. Ale wszystko potoczyło się dobrze, gdy Logan poszedł przeszłam gruntowne badania które wykazały, że mam złamaną prawą rękę i lewą nogę. Lekarka nie chciała mi mówić nic o moich obrażeniach a nawet i lepiej bo sama nie chciałam wiedzieć. Jedyne co zauważyłam go to, że ręce miałam mocno pocięte. A więc ten ktoś chciał mnie zabić... ciekawe kto to
był... Siedząc tak a właściwie leżąc i rozmyślając usłyszałam pukanie do drzwi.
-Proszę.-powiedziałam ale mój głos nadal był słaby
-Hej hej hej.-uśmiechnął się Carlos wchodząc do sali
-O hej Los.-rzekłam i kaszlnęłam
-I jak się czujesz?-zapytał
-Szczeże? To bywało lepiej.-zaśmiałam się lekko
-O, Logan prosił abym ci to dał.-rzekł i podał mi laptopa.
-Dzięki.-odparłam
-O i tu masz jeszcze taki upominkowy kosz.-powiedział stawiając go na mojej szawce.
-Oooo dziękuje.-uśmiechnęłam się. Carlos posiedział jezcze 5 minut i niestety musiał już wyjść. A ja nudziłam się jak mops.

__________________________________________________
Proszę, Camille żyje a tak to w ogóle nie chciałam jej uśmiercić. Haha dzięki za wasze komentarze :)

~Sonny <3333

wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 7

*Miranda*
Byłam akurat w mieście gdy dostałam SMS-a od Carlosa abym jak najszybciej pojawiła się u nich w domu. W prawdzie nie byliśmy parą ale dobrymi przyjaciółmi. Ale wracającc do tematu gdym szłam ulicą w kierunku hotelu usłyszałam czyjąś rozmowę w zaułku:
-I co załatwiłaś Camille Roberts? Czy ona jest martwa?-zapytał niski męski głos
-Nie szefie, nie zdążyłam jej załatwić.-odpowiedział mu inny głos, sądząc po jego wysokości była to kobieta.
-Jak to!?-zagrzmiał
-Ktoś wszedł do jej mieszkania.-syknęła kobieta
-To lepiej znajdź ją i wykończ a tych którzy będą ci przeszkadzać zneutralizuj.-odpowiedział mężczyzna i jak gdyby nigdy nic wyszli z zaułka a ja w pośpiechu pobiegłam do chłopaków a gdy byłam na miejscu zastukałam 3 razy i usłyszałam "proszę" natychmiast weszłam do mieszkania
-Chłopaki...muszę wam coś powiedzieć...-zaczęłam bo nie wiedziałam jaj ubrać to w słowa.
-Co się stało?-zapytał Carlos ustępując mi jesca na kanapie.
-No więc...-zaczęłam.i wszyscy zaczęli mi się przysłuchiwać. James, Carlos, Kendall i Jo, dosłownie wszyscy nawet Lipton którego miała ze sobą Jo słuchał mnie uważnie- Ktoś chce zabić Camille. Podejrzewam, że może stać z tym mafia albo seryjny morderca.-powiedziałam gdy do mieszkania wszedł Logan.
-I co z nią?-wszyscy popatrzyli na niego
-Nie jest dobrze, mogę ją nawet stracić na zawsze...-wyjąkał Logan i zacisnął pięści a po policzku spłynęła mu łza.
-Jezu stary tylko mi się tu nie rozklejaj...-zaczął James ale Jo skarciła go spojrzeniem i zaczęła "wykład" skierowany do Jamesa.
-A gdybyś ty kochał kogoś ponad siebie, że skoczyłbyś za tą osobą w ogień. Była by dla ciebie całym światem i nagle możesz tą osobę stracić?!-prychnęła Jo
-No faktycznie wybacz...-James nie dokończył bo Logan najzwyczajniej w świecie zniknął.

*Jo*
Gdy kupiliśmy wszystkie potrzebne rzeczy do Kendalla zadzwonił telefon, był to James. Ich rozmowa nie była zbyt długa, gdy skończyli rozmawiać Kendall chcwycił mnie za rękę i przyśpieszył kroku.
-Co się dzieje?-zapytałam zaniepokojona
-Jak dojdziemy do domu to się dowiesz...-odpowiedział a gdy byliśmy na miejscu dowiedziałam się wszystkiego. Potem przyszła Miranda i opowiedziała nam wszystko co wiedziała. Gdy tak rozmawialiśmy przyszedł Logan a potem dałam "wykład" Jamesowi ale gdy ten chciał przeprosić bruneta on zniknął. Zaczęliśmy coraz intensywniej poruszać ten tematt gdy usłyszeliśmy hałas dochodzący z pokoju Logana a potem jego krzyk, że to jego wina, że chciałby być teraz na miejscu Camille byle by ona nie cierpiała. Przysłuchiwaliśmy się jego biadoleniu 15 minut po czym wszedł z mieszkania. Każdy z nas domyślił się gdzie się wybiera i pojechaliśmy z nim. Gdy byliśmy na miejscu poszliśmy w kierunku sali w którel leżała moja przyjaciółka. Nie można było jeszcze do niej wchodzić jedyne co nam pozostało to patrzenie przez szybę i tak właśnie robił Logan. Stał tam i patrzył na Camille zrozpaczonym wzrokiem. Po jakimś czasie przyszła pani doktor.
-Państwo do pani Roberts?-zapytała
-Tak można?-zapytał Kendall
-Tak ale tylko na 2 minutki-uśmiechnęła się i odeszła.
-Kto idzie pierwszy?-zapytał Carlos
-Niech Jo idzie.-powiedział Logan nadal paytrząc się na swoją dziewczynę
-Myślałam, że ty chcesz...-Logan mi przerwał
-Byłem u niej dzisiaj rano a poza tym jesteś jej przyjaciółką.-uśmiechnął się lekko a ja weszłam do środka.
-Camille tęsknimy za tobą a tego co cie tak urządził zabie.-powiedziałam i popatrzyłam na przyjaciółkę.-Będzie dobrze, wyliżesz się bo przeciesz jesteś silna. Zawsze pomagałaś mi w ciężkich chwilach a teraz ja ci pomogę...-rzekłam spokojnie, chciałam jeszcze u niej zostać ale mój czas już się skończył.

*James*
Gdy wszyscy już zdążyli odwiedzić Camille, Kendall zaproponował abyśmy poszli się przejść. Wszyscy zgodnie przytaknęli...no prawie wszyscy tylko Logan postanowił zostać a my poszliśmy do parku. Gdy wyszedłem ze szpitala zadzwonił mój telefon. Szybko odebrałen go.
-Tak słucham?-powiedziałem
*Hej James to ja Suzan.
-O hej Suzan co tam u ciebie?-zapytałem, ba szczęście udało się znaleźć jej rodziców.
*A nic takiego chciałam tylko zapytać się czy niechciałbyś się przejść?
-Chętnie. To może za 10 minut z parku Wolności?-zaproponowałem
*Ok czekaj obok fontanny.
-Dobrze to do zobaczenia.-uśmiechnąłem się i pszedłem w kierunku owego parku i usiadłem przy fontannie. Po 10 minutach zobaczyłem dziewczynę idącą z psem przewodnikiem. Wiedziałem kto to.
-Hejka Suzan.-uśmiechnąłem się i przytuliłem dziewczynę
-Hej James.-Suzan mimo iż nic nie widziała posłała mi ciepły uśmiech
-Fajny pies.-rzekłem i popatrzyłem na zwierzaka.
-Dzięki. Ma na imię Alaska, jest moim psem przewodnikiem.-odpowiedziała ze śmiechem
-To co przejdziemy się?-zapytałem stawając po lewej stronie dziewczyny.
-Chętnie.-odpowiedziała, po drodze rozmawialiśmy o wszystkim dosłownie. Suzan opowiadała mi śmieszne momęty z jej życia a ja opowiadałem jej jak to fanki podczas koncertów wkradały się nam do pokoi.
-No niezłe mieliście akcje z tymi fankami.-zaśmiała się
-No a jak. Jedna zabrała mi nawet bieliznę...-powiedziałem przez zęby.
-Hahaha nieźle...-uśmiechnęła się
-Może usiądziemy?-zaproponowałem
-Chętnie.-odparła

_____________________________________
Stelss chciałaś abym szybko dodała rozdział toproszę bardzo :D

~Sonny <333