wtorek, 11 marca 2014

Rozdział 6

*Logan*
Gdy byłem przed mieszkaniem Camille zapukałem i chwilkę odczekałem jednak nikt mi nie otworzył, zapukałem z nowu i terz nikt mi nie otworzył. Otworzyłem drzwi, gdy wszełem do środka stanąłem jak słum soli, po chwili ruszyłem śladem który wyznaczała...krew. Tym strasznym tropem doszedłem do pokoju Camille a to co tam zobaczyłem sprwiło, że popłakałem się jak mała dziewczynka. Ostrożnie podszedłem do mojej nieprzytomnej dziewczyny leżącej w kałuży krwi. Próbowałem obudzić ją na wszystkie sposoby, zrobiłem jej sztuczne oddychanie użyłem nawet defiblyratora ale Cam się nie obudziła. Wziąłem jej bezwładne ciało na ręce i usiadłem na łużku w jej pokoju, nadal nie mogłem przyjąć do wiadomości, że moja ukochana może już być martwa.
-Camille nieopuszczaj mnie...proszę...niezostawiaj mnie...-zacząłem jeszcze mocniej płakać, chwyciłem ją za rękę i pocałowałem jej dłoń a następnie pocałowałem ją delikatnie w usta. Niespodziewanie poczułem dotyk czegoś zimnego na policzku. Otworzyłem zaszklone oczy i spojrzałem na Camille.
-Logan?-wyszeptała tak cicho, że ledwo co ją słyszałem. Położyłem ją na łużku i zadzwoniłem po karetkę następnie zwróciłem się do niej.
-Tak, spokojnie karetka zaraz tu będzie. Jest dobrze.-złapałem ją za rękę i pogładziłem po włosach
-Jest dobrze...-wyszeptała i z trudem się uśmiechnęła. Nie czekaliśmy zbyt długo gdy przyjechała karetka i zabrała Camille. Chciałem z nią jechać ale nie zgodzili się. Tak więc porzyczyłem samochód pani Knight i pojechałem do szpitala. Gdy dotarłem zacząłem wypytywać lekarzy i pielengniarek gdzie jest moja dziewczyna...

*Kendall*
Minęły dwa dni odkąd wszyscy zauważyli brak Camille i dziwne zachowanie Logana. A gdy ktoś z nas nawet Jo chcieliśmy z nim pogadać wychodził z mieszkania albo zamykał się w swoim pokoju. Tego dnia akurat mieliśmy nagrać kolejną piosenkę ale wpierw mieliśmy potrenować z panem X. Gdy skończyliśmy powtarzać kroki mieliśmy zaprezentować mu cały układ, nawet Gustavo przyszedł popatrzeć. Zdziwiliśmy się trochę ale robiliśmy swoje, kiedy przyszedł czas aby Logan stanął na rękach i zrobił salto w tył brunet najzwyczajniej w świecie wyszedł z sali.
-Sprowadź mi go i to już!!!!!!-Gustavo wydarł się na mnie abym sprowadził Logana spowrotem na próbę. Odziwo posłusznie poszedłem go szukać. Gdy go znalazłem siedział w szatni a głowę miał schowaną w rękach.
-Logan stary co się stało?-spytałem siadając obok niego.
-Nieważne...chodź na próbę...-wstał i poszedł

~kilka godzin później~
Po skończonej próbie chciałem odwiedzić Jo gdy stanąłem przej jej drzwiami usłyszałem jej krzyk:
-Herbatnik!!! Wyjdź z tamtąd. No nie żartuj.-postanowiłem zobaczyć co się dzieje i wszedłem do jej mieszkania.
-Co jest Jo?-zapytałem zdziwiony tym, że prubuje wyczołgać się spod kanapy.
-Pomóż, utknęłam.-powiedziała i zaczęła się szarpać pod kanapą
-Ok.-powiedziałem i podniosłem kanapę.-Dalej wychodź.-dodałem
-Dzięki kochanie.-pocałowała mnie w policzek gdy stanęła obok mnie.
-A tak w ogóle to czemu krzyczałaś na psa? I czemu nazwałaś go herbatnik?-zapytałem zaciekawiony
-Ehhh po prostu gdy mnie nie było Lipton wyjadł wszystkie herbatniki które ostatnio kupiłam a potem jak podniosłam na niego głos to schował się pod kanapą a odnośnie herbatnika to się domyśl...-powiedziała biorąc Liptona na ręce
-A ile zjadł tych ciastek?-zapytałem i pogłaskałem malucha
-Sam zobacz.-rzekła i podała mi reklamówkę z pustymi opakowaniami od smakołyków, było ich razem 10.
-O matko mały ma niezły spust.-zaśmiałem się
-Ta śmiej się śmiej ale to moje pieniądze poszły się piepszyć-burknęła stawiając zwierzaka na ziemi i zapinając mu smycz
-Gdzie idziesz?-zapytałem ciekay jej odpowiedzi
-Muszę kupić kilka rzeczy Liptonowi, idziesz ze mną?-odpowiedziała spokojnie
-Jasne.-uśmiechnąłem się i poszliśmy

*Carlos*
Siedziałem w domu i razem z Jamesem graliśmy w grę na konsoli po jakimś czasie usłyszałem muzykę dochodzącą z mojego telefonu.
-Stary pauza.-powiedziałem i odebrałem telefon, dzwonił Logan.
*Carlos powiedz Gustavo, że przez jakiś czas nie będę chodził na pruby
-Ale czemu? Coś się stało?-zapytałem z przejęciem
*Nic po prostu nie mogę...
-Stary nie oszukasz mnie, chodzi o Camille tak? Coś jej jest?-rzekłem
*Ktoś.....ale błagam cię Carlos zanim co to powiem przysięgnij, że nikomu nie wygadasz
-Obiecuję.-odpowiedziałem
*Ok...chodzi o to, że jest w stanie zagrażającym życiu bo ktoś ją napadł w mieszkaniu...
-What the....-zacząłem ale Logan mi przerwał
*Nie waż mi się tego kończyć. Pa
-Pa.-powiedziałem i rozłączyłem się a następnie jak kłoda padłem na kanapę.
-Stary co się stało?-zapytał James
-Ktoś napadł Camille.-nie mogłem się powstrzymać aby mu tego nie mówić
-Że co!?!?-krzyknął rzucając pada na ziemię
-Tylko spokojnie. Logan zapewnił, że jej stan jest stabilny.-skłamałem bo jagbym mógł powiedzieć, że dziewczyna naszego przyjaciela walczy o życie.
-O to dobrze.-rzekł ale wiedziałem, że James długo nie wytrzyma z ukryciem prawdy i przy pierwszej lepszej okazjii wygada Kendallowi a Kendall powie Jo....

__________________________________________________
Troszkę namąciłam ale ten pomysł na rozdział nie dawał mi spać i skupić się na lekcjach...tak więc zmobilizowałam się i napisałam kolejny rozdział

~Sonny, pozdro <333333

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 5

*Jo*
-Muszę przyznać umiesz mnie rozśmieszyć.-powiedziałam patrząc na minę Kendalla
-I widzisz.-uśmiechnął się
-Ale i tak wynajmę własne mieszkanie.-powiedziałam stanowczo
-Jo...-zaczął
-Tylko mu tu nie słodź bo to i tak nic nie da.-popatrzyłam na niego z powagą
-Nooo plissss.-powiedział i spojrzał na mnie z minką szczeniaka
-Nie, z resztą własne mieszkanie dobrze mi zrobi.-uśmiechnęłam się lekko
-No dobra moja pani niezależna.-zaśmiał się i pocałował mnie w policzek
-Spotkajmy się za 10 minut u ciebie ok?-zaproponowałam
-No dobra...-Kendall nie był chyba zadowolony tym pomysłem
-No idź ja za chwilę do ciebie przyjdę.-ponagliłan go a sama podeszłam di recepcji
-Masz jakieś wolne mieszkanie?-zapytałam Bittersa
-A co?-burknął
-Chcę wynająć mieszkanie.-powiedziałam lekko poirytowana
-Masz. Wypełnij to a potem dostaniesz klucz.-powiedział podając mi kartkę. Szybko ją wypełniłam i zapłaciłam, poten dostałam klucz do mieszkania. Od razu poszłam do Kendalla.
-Hej zobacz co mam.-zaśmiałam się i pomachałam kluczykami
-To chodź, ja wezmę twoje walizki i pujdziemy do twojego nowego mieszkania.-uśmiechnął się i poszliśmy. Gdy weszliśmy do mieszkania 6j oniemiałam. Było tam pięknie, pomieszczenie przypominało mi mój dom zanim wyjechaliśmy do Los Angeles.
-Jest pięknie.-samotna łezka spłynęła mi po policzku.
-Masz racje.-Kendall odstawił torby i przytulił mnie
-Prawie jak w domu.-uśmiechnęłam się
-Czyli tak wyglądał twój dom?-zapytał Kendall
-Tak, tylko brakuje tutaj psa.-zaśmiałam się
-Czyli znam cię na wylot.-mój chłopak zaśmiał się tajemniczo
-A co ty znowu wymyśliłeś?-rzekłam zaskoczona
-Zamknij oczy.-uśmiechnął się tajemniczo
-No dobra.-rzekłam i tak jak mi kazał tak też zrobiłam po chwili usłyszałam jego głos.
-Otwurz oczy.-zaśmiał się wesoło. Gdy je otworzyłam moim oczom ukazał się malutki szczeniaczek. Wyglądem przypominał papilona, sznaucera średniego i szpica miniaturowego.
-Jaki słodziak!!!-krzyknęłam i wzięłam malucha na ręce.
-Jest przybłędą z pobliskiego schroniska. Jak go nazwiesz?-uśmiechnął się Kendall
-To chłopiec czy dziewczynka?-zapytałam zamyślona
-Piesek.-rzekł Kendall
-No to może...Lipton?-zaproponowałam
-Lopton a w skrócie Lip.-uśmiechnął się

*Carlos*
Ostatnio sporo czasu spędzałem z Mirandą, bardzo się polubiliśmy. Zaciekawiła mnie informacja i tym, że gra w hokeja. Tak więc postanowiłem ją przetestować, w tym celu zabrałem ją na lodowisko. W cześniej uszykowaliśmy potrzebny sprzęt a gdy byliśmy na miejscu od razu przebraliśmy się i poszliśmy na lód.
-Zobaczymy jak grasz. Może dać ci fory?-zaproponowałem i popatrzyłem na dziewczynę
-Ta chyba te fory będą potrzebne ale tobie!-krzyknęła ze śmiechem
-Dobra gramy!-powiedziałem i zaczeliśmy grę. Już po 10 minutach mieliśmy 1:0 i odziwo ten jeden punkt należał do...Mirandy. Byłem zdziwiony ale nie dałem po sobie tego poznać. Graliśmy z 2 godziny a końcowym wynikiem było 15:15.
-Dobrze grałaś.-uśmiechnąłem się gdy wyszliśmy z budynku.
-Dzięki, ty też.-rzekła i popatrzyła na mnie a ja na nią. Nie wiem co mnie do tego pchnęło ale pocałowałem Mirande. Gdy się od niej odsunąłem popatrzyła na mnie zdziwionym ale i radosnym spojrzeniem
-Ja....wybacz nie chciałem.-poczułem się niepewnie, najchętniej to bym z tamtąd uciekł.
-Carlos nic się nie stało. To było całkiem fajne.-dziewczyna mocno się zarumieniła
-Czyli mam rozumieć, że nie jesteś zła?-uśmiechnąłem się lekko
-No jasne, że nie jestem.-rzekła i pocałowała mnie w policzek.-To pa idę do kumpeli.-dodała i poszła a ja stałem tak dłuższą chwilę aż w końcu poszedłem do domu.

*James*
-Chodź, ja już załatwię sprawę.-uśmiechnąłem się lekko i zacząłem iść ale nada trzymałem dziewczynę za ramię.
-Dla czego to robisz?-zapytała mnie Suzan
-No sam nie wiem. Zobaczyłem, że oni mogą ci zrobić krzywdę i jakoś tak dalej poszło.-rzekłem trochę zmieszany
-Czemu się denerwójesz?-to pytanie totslnie mnie załatwiło. Tak denerwowałem się ale nie okazywałem tego.
-Z kąd to wiesz?!-zapytałem zaskoczony
-Już ci wyjaśniam James. Chodzi o to, że z powodu ślepoty moje inne zmysły się wyostrzyły...szczególnie słuch. A przez te lata nauczyłam się rozpoznawać różne emocje takie jak radość, żal, ekscytacja, smutek.-rzekła spokojnie
-To niesamowite. A jak poznałaś, że się denerwuje?-uśmiechnąłem się lekko
-To proste. Masz przyśpieszone tętno, serce ci szybciej bije i szybciej oddychasz.-Suzan tylko się uśmiechnęła
-Niezła jesteś.-powiedziałem idąc w kierunku hotelu- Powiedz Suzan, jesteś ślepa od urodzenia?-dodałem po chwili ciszy
-Nie, dwa lata temu zdiagnozowano u mnie zanik siatkówki czy jakoś tak. Zaczęłam coraz gorsej widzieć aż w końcu straciłam całkowicie wzrok.-powiedziała lekko zasmucona.-Ale zdążyłam dowiedzieć się jak wyglądasz.-dodała już weselsza
-I co o mnie sądzisz?-rzekłem ciekawski jej opini
-Mam być szczera?-zapytała
-Tak.
-No to moim zdaniem jesteś bardzo sexowny i miły.-uśmiechnęła się i po chwili doszliśmy do hotelu.

_____________________________________
Uffff kolejny rozdział za mną. Wiem, że nie jest długi ale muszę zakuwać bo mam jutro ważny test ale tak czy siak znalazłam chwilkę i chęci aby dla was coś wyskrobać. Chciałambym podziękować za komentarze, na prawde dzięki bo motywujecie mnir do dalszego pisania.

~Sonny <33333

piątek, 7 marca 2014

Rozdział 4

*Camille*
Minęło kilka dni od randki z Loganem ale przez ten czas zauważyłam, że jak tylko przyjdę do nich to Logan patrzy się na mnie cały czas. Ale wracając do dzisiejszego dnia siedziałam sama w mieszkaniu i czytałam książkę gdy rozległo się pukanie do drzwi. Wstałam, odłożyłam moją lekturę i otworzyłam drzwi.
-Hejka Logan.- uśmiechnęłam się lekko i wpuściłam go do środka
-Chciałbym pogadać.-powiedział siadając na kanapie
-Jasne ale o czym?-zapytałam i spojrzałam na niego. Logan widocznie był czymś poddenerwowany
-No bo ja...-zaczął ale urwał i popatrzył na mnie przerażonym wzrokiem
-To o co chciałeś mnie za....-w dokończeniu zdania przeszkodził mi pocałunek, już wiedziałam co chciał mi powiedzieć. Czułam się lekko spięta ale powoli się rozluźniłam. Gdy owa przyjemność dobiegła końca popatrzyłam na bruneta, widocznie już się przestał stresować.
-Camille...bo widzisz...ja...nie chce być dla ciebie przyjacielem.-powiedział
-Czy ja myśle o tym samym co ty?-uśmiechnęłam się i posłałam mu szeroki uśmiech
-Zostaniesz moją dziewczyną?-rzekł a ja nie wiedziałam co powiedzieć już od dawna czekałam na to pytanie, nawet o tym śniłam ale nigdy nie pomyślałam, że to będzie się działo na prawde. Zamyśliłam się ale po chwili powiedziałam
-Tak!!!!
-Tak się cieszę.-powiedział i przytulił mnie
-Idziemy gdzieś?-zapytałam po chwili ciszy
-A co chcesz robić?-odpowiedział Logi
-A może tak.....skok ze spadochronem?-zaproponowałam
-Ze....spadochronem!?!?!?-krzyknął Logan i spojrzał na mnie jak na wariatkę
-Mhmmm- pokiwałam twierdząco głową
-Ty jesteś jakąś wariatką-zaśmiał się
-Ale twoją wariatką.-odpowiedziałam i usiadłam mu na kolanach i zrobiłam minkę szczeniaczka
-Ohhhh....niech ci będzie.-burknął
-Jej! Dzięki!-krzyknęłam i bardzo mocno go przytuliłam
-Camille...duszność...brak...oddechu!-wysapał
-Wybacz.-spojrzałam na niego
-Jest ok a teraz idę załatwić ten cały skok.-odpowiedział i wyszedł z mojego mieszkania.

*James*
Miałem już tego dość...wszyscy moi kumple mieli dziewczyny a ja jak taki ostatni pacan nie miałem swojego "pudelka". Gdy tak zamyślony chodziłem po ulicach Los Angeles niespodziewanie wpadła na mnie jakaś dziewczyna. Miała zielone oczy i włosy w odcieniu rudym, nie była wysoka...tak na oko miała może z 160 cm wzrostu. Dziewczyna ruszyła nerwowo ręką i pędem pobiegła przed siebie, widać było, że biegnie na oślep i nie patrzy dokąd pędzi. Po chwili jakieś dwa typy nie patrząc na drogę "potrącili mnie" i pognali za blondynką po drodze grożąc jej. Gdy uświadomiłem sobie, że tej dziewczynie grozi niebezpieczeństwo pognałem za facetami. Gdy skręcili w prawo zrobiłem to samo, okazało się, że był to ślepy zaułek.
-Teraz porzałujesz...-powiedział jeden z typów do dziewczyny .
-Zostawcie ją!-krzyknąłem i stanąłem między rudą a oprychami
-A co nam taki laluś zrobi?-zapytał drugi i obaj parsknęli śmiechem
-Ten laluś na którego patrzycie gra w hokeja.-powiedziałem i chwyciłem do ręki kij leżący nieopodal mnie.
-Ale się boje...-prychnął pierwszy
-Zaraz zobaczymy.-uśmiechnąłem się i wdałem się w bójkę w tymi facetami, nie było trudno ich przegonić bo trąciło od nich alkoholem. Gdy niebezpieczeństwo minęło podszedłem do dziewczyny, stała i patrzyła się w jeden punkt.
-Wszystko dobrze?-zapytałem patrząc na nią
-Gdzie i kim jesteś?!-krzyknęła przerażona i cofnęła się kilka kroków dalej i o mało co się nie potknęła o śmietnik.
-Ty...nic...nie widzisz?- wyszeptałem i złapałem ją za rękę
-Zostaw mnie!-krzyknęła spanikowana, wyrwała się z mojego uścisku i upadła na ziemię.
-Uważaj!.-powiedziałem pomagając dziewczynie wstać
-Kim jesteś?-dziewczyna zadała ponownie to samo pytanie
-Jestem James Maslow, nic ci nie zrobię. Obiecuję.-rzekłem i razem z dziewczyną wyszedłem z zaułka
-Dzięki za pomoc.-uśmiechnęła się delikatnie i już chciała iść ale o mało co nie wpadła na przechodnia
-Poczekaj...-zacząłem ale nie znając jej imienia urwałem
-Jestem Suzan. Suzan Star.-uśmiechnęła się lekko
-Czy ty jesteś...-zacząłem ale Suzan mi przerwała
-Tak jestem niewidoma.-dziewczyna ciężko westchnęła
-Ale co tu robisz?-oczywiście moja ciekawość wzięła górę i musiałem dowiedzieć się co nieco o tej dziewczynie
-Nie chcę o tym rozmawiać-wyszeptała i spojrzała w ziemię
-A pamiętasz może gdzie mieszkasz?-rzekłem i popatrzyłem na nią
-Nie, nigdy mi nie powiedziano na jakiej ulicy mieszkam...

*Logan*
Skok ze spadochronem?! O matko mojej dziewczynie już chyba totalnie odbiło ale...kocham ją więc jakbym mógł sprawić jej zawód. Tak więc bez zbędnego marudzenia poszedłem do siebie, wziąłem i wklepałem w wyszukiwarkę "Skok ze spadochronem L.A" i od razu wyskoczyła mi taka agencja w której można było zamówić taki skok. Zadzwoniłem do Cam i zapytałem na którą zamówić ten skok, Camille chwilkę myślała i spytała się czy może być na 2pm, zgodnie przytaknąłem, rozłączyłem się i zabrałem się do załatwiania reszty formalności. Gdy było wszystko załatwione spojrzałem na zegar, była za 20 trzynasta. Niespodziewanie usłyszałem pukanie do drzwi, zwlokłem się z kanapy i otworzyłem je. Za drzwiami stał jakiś niezbyt wysoki facet z torbą.
-Salsa de acuerdo con el orden.-powiedział i wyciągnął ku mnie torbę, z tego co skumałem gostek mówił po hiszpańsku a jak na złość niezbyt dobrze posługiwałem się tym językiem
-Qué?-zapytałem i popatrzyłem na gostka
-Salsa! Usted ordenó salsa!-krzyknął wkurzony, kłóciliśmy się z dobre 45 minut. W końcu nie wytrzymałem i znowu zapytałem:
-Qué?-popatrzyłem na niego, koleś wkurzył się nie na żarty, cisnął we mnie paczką, trzasnął drzwiami i odszedł. Hałas musiał usłyszeć Carlos bo wyszedł z pokoju z bananem na twarzy.
-O moja salsa!-krzyknął uradowany i wział o de mnie torbę
-Ty...czy...musiałem użerać się z obcokrajowcem bo tobie nie chciało się ruszyć tyłka!?-krzyknałem oburzony
-Ta ta spadaj!-krzyknął i razem z salsą zaszył się w swoim pokoju.
-Żyję z idiotami.-burknąłem pod nosem i poszedłem do Cam.

_______________________________________________________________________
Wybaczcie, że jest taki króciutki ale zbytnio nie miałam czasu bo moja kochanka rodzinka ciągle siedzi na kompie i nie mam do niego dostępu. Ale obiecuję, że rozdział 5 będzie o wiele dłuższy.

~Pozdrawiam Sonny <33333

A tak na szybcika Loguś:
http://www.gurl.com/wp-content/uploads/2013/11/big-time-rush-texting.gif

wtorek, 4 marca 2014

Dziewczyna dla Jamesa!

Wiecie dzisiaj dostałam propozycję aby dziewczyną naszego uroczego Jamesa została Victoria Justice. Dla mnie to bez różnicy ale tutaj liczy się wasze zdanie. Tak więc chcecie aby dziewczyną Jamesa była Victoria, jakaś inna celebrytka czy mam sama wymyśleć dziewczynę dla Jamesa? Propozycje piszcie w komentarzach :)

~Sonny ^^

poniedziałek, 3 marca 2014

Rozdział 3

*Carlos*
Dzisiaj były same nudy, K3* miział się z Jo...Logan próbował zaprosić Camille na randkę a James rwał panienki. A ja? Ehh same nudy szkoda gadać...chodziłem bez celu po parku, zapatrzony w ziemię niechcący wpadłem na jakąś dziewczynę.
-O matko stra....-urwałem i spojrzałem na nią
-Wszystko jest ok?-rzekła dziewczyna
-Aaa tatatatatata...eeee.-nie mogłem wydusić z siebie ani jednego słowa.
-Carlos!!-krzyknęła dziewczyna
-Eeeee z kąd znasz moje imię?!-zdziwiłem się
-A kto nie zna zespołu BTR?-zaśmiała się
-To fajnie a jak ty masz na imię?-rzekłem
-Miranda, fajnie cię poznać.-dziewczyna uśmiechnęła się i odgarnęła włosy z policzków.
-Miło cię poznać. A tak zmieniając temat to....chcesz się przejść?-zaproponowałem
-Chętnie.-rzekła i zaczęliśmy spacerować powoli między alejkami
-Powiedz co cię sprowadza do Los Angeles?-zapytałem niepewnie i uśmiechnąłem się lekko
-Moja rodzina.-burknęła i troszkę się zdenerwowała
-A co z nią nie tak?-zadałem kolejne pytanie nie zwracając uwagi na humor dziewczyny
-Ciągle słyszałam tylko "Jesteś najgorszą córką na świecie!" "I ty chcesz być aktorką?!" albo jeszcze inny tekst "Żałujemy, że nie oddaliśmy cię do adopcji".-dziewczyna widocznie zmuszała się do wymawiania tych zdań, ja natomiast nie mogłem w to uwierzyć...i to są kochający rodzice?! Nie no to jakaś paranoja!
-To przykre...-odpowiedziałem łapiąc się za głowę
-I taka jest moja rodzinka, niby to ja jestem ta najgorsza.-odpowiedziała i posmutniała
-Ej nie przejmój się, to ich problem a ty się nie przejmój.-uśmiechnąłem się i popatrzyłem na dziewczynę.
-Jej faktycznie ludzie mają rację mówiąc, że jesteś uroczy.-rzekła spokojnie i puściła do mnie oczko...ale ten tekst kompletnie mnie zaszkoczył. Fakt Miranda spodobała mi się ale nie mogłem stwierdzić jaka ona jest bo znałem ją dopiero 15 minut
-Dzięki to było miłe...-speszyłem się, i nie wiedziałem co dokładnie odpowiedzieć.
-A co teraz zamierzasz robić?-spytała mnie lekko zdenerwowana
-Oh teraz to idę do hotelu.-odpowiedziałem i posłałem jej ciepły uśmiech
-A gdzie mieszkasz? Bo ja w PalmWoods...no nie pamiętam di końca nazwy tego hotelu.-zaśmiała się
-Ja też tam mieszkam...to co idziesz ze mną?-zapytałem uśmiechając się lekko ale w głębi duszy bałem się, że James oczaruje ją i....ehh muszę odgonić od siebie te myśli.
-Chętnie.-rzekła i poszliśmy, po drodze niechcący dotknąłem jej ręk
-Wybacz.-speszyłem się i poczułem się jakoś tak niepewnie
-Oj nic się nie stało.-dziewczyna posłała mi ciepłe spojrzenie. Kiedy doszliśmy do hotelu postanowiłem odprowadzić Mirandę, dostałem od niej numer jej telefonu i buziaka w policzek. Wróciłem do naszego mieszkania, czułem się dziwnie...jagbym był nieobecny. Kiedy wszedłem do środka Kendall rozmawiał z Loganen i Jamesem a Camill i Jo gawędziły i chichotały między sobą. Gdy zamknąłem drzwi wszyscy spojrzeli na mnie

*Kendall*
Gdy obejżeliśmy z Jo film niespodziewanie do mieszkania weszli Logan i Camille. A jakąś chwilkę potem przyszedł James, rozmawialiśmy między sobą gdy do mieszkania wszedł Carlos, wszyscy momentalnie popatrzyliśmy na niego zdziwieni po chwili ciszy Camille powiedziała, że Carlos się zakochał.
-A ty z kąd to wiesz?-zapytał zmieszany
-To się wie.-zaśmiała się Cam i razem z Jo podeszły do nas.
-No dawaj jak ma na imię, jaka jest itp.-James jak zwykle musiał wszystko wiedzieć
-No ma na imię Miranda, chce być aktorką...-Los nie dokończył bo dziewczyny mu przerwały
-Czyli będziemy miały z nią o czym gadać.-powiedziały równocześnie i pozwoliły Carlosowi mówić dalej
-...no znam ją gdzieś od 45 minut więc nie mogę o niej nic więcej powiedzieć ale wydaje się miła.-powiedział i wyjął telefon z kieszeni oraz wziął do ręki karteczkę, wystukał coś w telefonie i poszedł do swojego pokoju. Ja tym czasem spojrzałem na Jamesa, widocznie był czymś zasmucony
Ej stary co ci jest?-spytałem zaciekawiony
-Dziwi mnie jedno....bo wy wszyscy nie mieliście powodzenia u dziewczyn. A teraz? Logan ma Camille, ty masz Jo a Carlos zakochał się w nowo poznanej dziewczynie.-James położył się na kanapie, głowę kładąc na poduszce.
-James w końcu znajdziesz tą jedyną.-Cam i Jo próbowały go pocieszyć.
-Zostawcie mnie samego.-bąknął nadal chowając głowę w poduszczce.
-Dobra ludzie idziemy z tąd.-machnąłem ręką i wszyscy wyszli, Camille i Logan gdzieś poszli, Carlos postanowił udać się nad basen. A ja i Jo nie mieliśmy pojęcia gdzie iść.
-Nad jezioro? Do parku?-zacząłem wymyślać miejsca w które moglibyśmy się udać, przechodząc koło recepcji Bitters nas zaczepił.
-Masz tu list.-burknął i odszedł, moja dziewczyna i szybko otworzyła kopertę. W przesyłce był list od taty Jo oraz pieniądze. Dziewczyna przeliczyła gotówkę i wyszło na to, że w liście było 5 tyś. dolców.
-Ciekawe z kąd twój tata ma tyle pieniędzy...-zdziwiłem się a Jo tylko pokiwała głową i wyciągnęła z koperty jeszcze jedną kartkę w której tata mojej dziewczyny wyjaśnił, że dostali w spadku kupę forsy i teraz co miesiąc będzie wysyłać jej gotówkę.
-Czyli teraz będę mogła wynająć własne mieszkanie.-ucieszyła się
-A co źle ci się u nas mieszka?-rzekłem zawiedziony
-Nie ale czuje się dla was ciężarem.-odpowiedziała
-Jo, kocham cię i nie jesteś ciężarem.-uśmiechnąłem sięi delikatnie ją pocałowałem.
-Kendall nie kłam...-dziewczyna widocznie posmutniała
-A może to cię rozweseli?-zaśmiałen się, zrobiłem zeza wytknąłem język i rozciągnąłem uszy.
-Wyglądasz kretyńsko.-zaśmiała się delikatnie tak aby mnie nie urazić
-Dla ciebie to zawsze mogę robić z siebie kretyna.-roześmiałem się i posłałem jej ciepłe spojrzenie.

_______________________________________________
Man nadzieje, że rozdział w miarę ciekawy. Ale z góry przepraszam za to, że jest taki kruciutki ale odezwał się mój brak weny i czasu.

~Pozdrawiam Sonny <3

niedziela, 2 marca 2014

Rozdział 2

*Camille*
Był słoneczny letni dzień, tak więc postanowiłam się trochę poopalać bo moja karnacja była strasznie jasna. Gdy tak siedziałam na leżaku po jakimś czasie ktoś zasłonił słońce, okazało się, że był to Logan.
-Mam coś dla ciebie.-uśmechnął się lekko ale niepewnie.
-O co takiego?-rzekłam zaskoczona
-Proszę.-rzekł w odpowiedzi i podał mi bukiet białych róż. Uwielbiałam białe róże tylko ciekawiło mnie z kąd on wiedział, że to moje ulubione kwiaty...może Jo mu to powiedziała...
-Dziękuje są piękne.-powiedziałam wesoło i powąchałam kwiaty, ten słodziutki zapach...ehh jak ja go uwielbiam.
-Camille....może eeee ten tego...pójdziesz ze mną na randkę?-rzekł skrępowany i lekko przestraszony, spojrzałam na Logana czule i powiedziałam:
-Bardzo chętnie, to o której?-popatrzyłam na bruneta, na zewnątrz byłam spokojna ale w głębi duszy cieszyłam się jak małe dziecko które właśnie wygrało lizaka.
-Wpadnę do ciebie o 7pm ok?-zapytał niepewnie.
-Dobrze to do 7pm.-uśmiechnęłam się lekko, wstałam ze swojego lerzaka i poszłam do swojego mieszkania, po drodze zadzwoniłam do Jo aby za chwilę przyszła do mnie. I tak terz było, nie zdążyłam dobrze wejść do mieszkania gdy w drzwiach stanęła Jo.
-Wchodź musisz mi pomuc.-rzekłam wciągając ją za rękę do mieszkania i zamykając drzwi.
-Camill co się stało?-zapytała zdenerwowana i chwyciła mnie za ramię.
-Mam randkę z Loganem!!!!-krzyknęłam podniecona i aż zapiszczałam z radości.
-No to gratulacje. Ale w czym mam ci pomuc?-rzekła zdziwiona i popatrzyła na mnie jak na wariatkę.
-No musisz mnie wyszykować!-krzyknęłam
-No ok, to zaraz wybierzemy ci ubranie i zrobię ci fryzurę.-uśmiechnęła się lekko
-Jo dzięki.-przytuliłam ją
-Nie ma sprawy a z resztą ty też szykowałaś mnie na randkę z Kendallem.-uśmiechnęła się lekko

*Logan*
A jednak! Zgodziła się! Nie mogłem uwierzyć w swoje szczęście. Camille idzie ze mną na randkę o matko. Czułem się jagbym miał zaraz odlecieć z radości. Poszedłem do swojego pokoju, odświerzyłem się a następnie ubrałem elegancko. Kupiłem jeszcze naszyjnik dla Camille, chciałem aby wiedziała, że mi na niej zależt. Tak więc po załatwieniu wszystkich spraw przed randką poszedłem do Camille. Była za 2 minuty 7pm. Stanąłem przed jej mieszkaniem i zapukałem, drzwi otworzyła mi Jo.
-Camille twój kochaś przyszedł!-zachichotała i poszła do Kendalla, spojrzałem na Camille i oniemiałem. Miała na sobie czarną sukienkę gdzie niegdzie oczywiśce były wyszywane cekinki, sukienka oczywiście była mini. Chwyciłem delikatnie ją za rękę i poszliśmy. Na wieczór zaplanowałem mnustwo rzeczy, na początek zamówiłem dorożkę. Jeździliśmy tak po całym parku, w końcu dojechaliśmy nad jezioro, które wszyscy nazywali Amor. Wsiedliśmy do łudki i wypłynęliśmy na środek jeziora. Gdy już tam dotarliśmy odłożyłem wiosła i spojrzałem na Camille, jej oczy świeciły niczym gwiazdy a uśmiech był w stanie roztopić każde zamarznięte serce.
-To dla ciebie.-rzekłem podając jej pudełeczko, dziewczyna szybko odpakowała prezent.
-Logqn dziękuje...musiał być drogi.-powiedziała zapinając biżuterię na szyi.
-Oj tam oj tam. Kupiłem go z myślą o tobie.-rzekłem i niespodziewanie Cami usiadła obok mnie, spojrzałem jej głęboko w oczy. Chwyciłem delikatnie ręką jej twarz i delikatnie ale czule pocałowałem ją w usta. Bałem się, że przez to zniechęci się do mnie ale myliłem się. Camille nie czekała zbyt długo i szybko odwzajemniła pocałunek. Było na prawde magicznie, nic dziwnego, że wszyscy mówią na to jezioro Amor...

*James*
No niestety przegiąłem trochę i wkurzyłem Jenniferki, które oczywiście zwerbowały inne dziewczyny i wszystkie zaczęły mnie gonić. A ja w panicznej ucieczce postanowiłem się schować w pokoju Kendalla, który akurat siedział i rozmawiał z Jo.
-Błagam ratujcie!!-krzyknąłem rozpaczliwie i zatrzasnąłem drzwi do pokoju Kendalla. W tem zadzwonił telefon Jo, dziewczyna wstała i wyszła.
-Dobra James co tym razem zrobiłeś!?-zapytał Kendall załamując ręce
-No...chciałem poderwać Jenniferki i trochę przesadziłem.-wyjąkałem. Niespodziewanie usłyszeliśmy chaotyczne pukanie do drzwi.
-James zaraz cię dorwiemy!!!!!-usłyszeliśmy groźby dziewczyn.
-Właź do szafy!-krzyknął Kendall i na chama wepchnął mnie do tej małej szafy. I całe szczęście bo zaledwie kilka sekund później do mieszkania wpadły dziewczyny.
-Gdzie in jest!?-zapytała jedna z Jenniferek
-Ale kto?-Kendall za wszelką cenę starał się je spławić
-James! Gdzie jest James?!-krzyknęła inna dziewczyna
-James....on poszedł do miasta...-rzekł a moje napastniczki wybiegły z mieszkania. Gdy było już po wszystkim wyszedłem z szafy i zacząłem dziękować Kendallowi za to, że mnie schował. Kiedy już byłem pewien, że laski sobie odpuściły wyszedłem na miasto i skierowałem się do parku.

*Jo*
Gdy do pokoju wpadł James zadzwoniła do mnie Camille z prośbą abym przyszła do niej. Okazało się, że Cam miała randkę z Loganem. Tak więc pomogłam wybrać ciuchy i zrobiłam jej fryzurę. Gdy przyszedł Logan zawołałam Camille i poszłam do Kendalla. Kiedy weszłam do środka nikogo nie było, zaczęłam się rozglądać po mieszkaniu a kiedy stanęłam koło sofy poczułam jak ktoś łapie mnie w tali i całuje delikatnie po szyi.
-Kendall wystraszyłeś mnie.-uśmiechnęłam się i odwróciłam głowę
-No co? Już nawet nie mogę całować mojej dziewczyny?-zapytał ze śmiechem i pocałował mnie w policzek.
-Ojejku, przeciesz możesz. I przyznam, że to było całkiem fajne.-uśmiechnęłam się i oparłam ręce o jego tors.
-Wiedziałem, że ci się spodoba.-mruknął i zaczął mnie całą obcałowywać.
-Kendall przestań.-zachichotałam i pocałowałam go
-Jo czemu?-przestał mnie całować i spojrzał na mnie pytająco
-Bo tak.-odpowiedziałam i spojrzałam na niego czule
-No ale czemu?-Kendall nadal nie odpuszczał
-Powiedzmy, że mam z tym niezbyt miłe doświadczenia.- odpowiedziałam i spojrzałam na niego, blondyn był widocznie czymś zamyślony.
-Wybacz Jo, ja nie chciałem.-rzekł ze skruchą w głosie.
-Nic się nie stało a poza tym wiem, że nigdy byś mnie nie zranił.-powiedziałam i wtuliłam się w niego.
-To prawda...a może obejżymy film?-zaproponował chłopak
-Chętnie tylko co?-zapytałam i popatrzyłam na stosy filmów
-No może "Monstrum z lasu"?-zaproponował
-Niech zgadne znowu horror?-rzekłam i spojrzałam na niego wyniośle
-Nieee...-powiedział odwracając głowę
-Kendall!
-No co przeciesz wiesz, że uwielbiam horrory.-zaśmiał się
-Ta i zawsze masz nadzieję, że się do ciebie przytulę.-zaśmiałam się
-Osz ty mała werdo!-zaśmiał się i zaczął mnie łaskotać
-Nie! Kendall nie proszę!-wydusiłam przez śmiech, niespodziewanie poczułam jak bierze mnie na ręce i kładzie mnie na kanapie
-Dobra ale teraz nie wstaniesz.-uśmiechnął się i przydusił mnie do kanapy tak abym nie mogła wstać.
-Kendall puszczaj mnie!-zaczęłam czuć się jakoś tak dziwnie
-Skoro nalegasz.-wyszczeżył ząbki w zgrabnym uśmiechu i położył się za mną ale ręką nadal obejmował mnie w tali. Ostatecznie zgodziłam się na ten film...
__________________________________________
Mam nadzieje, że ktoś czyta tego bloga a jeśli nie to cóż.....miłego dzionka

~Sonny

sobota, 1 marca 2014

Rozdział 1

*Kendall*
Był słoneczny letni dzień, Bitters robił to co uwielbiał czyli uprzykżał życie innym ludzią. James znowu prubował poderwać Jenniferki, Carlos skakał na bombę do wody natomiast Logan nadal próbował zaprosić Camille na randkę ale niestety niezbyt mu to nie wychodziło. Ja tym czasem stałam przy recepcji czekając na Jo, ostatnio niewiedzieć czemu bardzo żadko spędzaliśmy ze sobą czas więc chciałem to naprawić. Gdy tak czekałem przemyślałem wiele żeczy, może tak żadko się widujemy bo ona chce ze mną zerwać? może jej się znudziłem?....nie nie co ja myślę, Jo taka nie jest a gdyby nawet chciała ze mną zerwać to by mnie nie unikała tylko powiedziała by mi to prosto z mostu. Po jakimś czasie z windy wyło niła się Jo, byłem taki szczęśliwy, że z nowu ją widzę ale jednak w głębi duszy bałem się tego spotkania. W końcu gdy podeszliśmy do siebie Jo zaczęła rozmowę.
-Kendall ja ja przepraszam, że cię unikałam.-powiedziała smutna i odwróciła głowę.
-Jo co się dzieje?-zapytałem z troską i odwróciłem jej głowę tak aby patrzyła na mnie, ona jednak znowu popatrzyła w podłogę a jedna samotna łezka spłynęła po jej policzku.
-Jo co ci jest?-rzekłem ocierając kciukiem jej łzę. Dziewczyna jednak nic nie mówiła i nadal patrzyła w podłogę ze smutnym wyrazem twarzy. Po pewnym czasie Jo odezwała się ale nadal była przygnębiona.
-Kendall, ja wyjeżdrzam.-powiedziała i zaczęła płakać, to co usłyszałem kompletnie mnie zatkało, mocno przytuliłem dziewczynę i pogłaskałem ją po wlosach, w końcu odezwałem się.
-Jo ale czemu wyjeżdrzasz? Ja...nie chcę cię stracić.-wyjąkałem
-Chodzi o to, że mój tata nie ma pieniędzy na opłacenie czynszu a moja pensja aktorki ledwo co starcza.-wydusiła ze smutkiem, nie wiedziałem co powiedzieć. Zacząłem intensywnie myśleć. W końcu postanowiłem, że Jo zamieszka razem z nami.
-Kochanie mam pomysł.-uśmiechnąłem się zawadiacko i widocznie to poprawiło chymor mojej ukochanej.
-I co wymyśliłeś?-rzekła podekscytowana
-Zamieszkasz u nas.-odpowiedziałem
-A...ale Kendall gdzie ja będę spała i co na to twoja matka?-zdziwiła się
-Będziesz spała albo u mnie wpokoju, mam jedno wole łużko, albo na rozkładanej sofie.-uśmiechnąłem się
-Ale co na to twoja mama?-zapytała Jo lekko zasmucona.
-Nie przejmój się moja mama cię uwielbia i na pewno się zgodzi.-uśmiechnąłem się zawadiacko i puściłem do niej oko.

*Jo*
Trochę byłam zszokowana propozycją Kendalla, aby spać razem z im w jednym pokoju. No cóż czemu  nie, kocham go i wiem, że on nigdy nie zrobił by mi krzywdy bo mnie kocha. Popatrzyłam na Kendalla lekko zamyślona gdy usłyszałam jego głos.
-To idziemy do mojej mamy zapytać się czy możesz u nas mieszkać?-zaproponował i chwycił mnie delikatnie za rękę i uśmiechnał się lekko
-Tak.-odwzajemniłam uśmiech i poszliśmy do pani Knight. Gdy byliśmy przed mieszkaniem Kendalla i reszty zawachałam się lekko ale mój chłopak dodał mi otuchy. Gdy weszliśmy do środka pani Knight siedziała na kanapie i oglądała telewizję.
-Mamo...musimy pogadać...-zaczał Kendall
-O co chodzi?-zapytała jego mama z lekkim strachem w głosie
-Mamo bo widzisz Jo musi wyjechać na zawsze a ja nie chcę jej stracić...-próbował przejść do sedna sprawy a ja nadal nic się nie odzywałam.
-I chcesz aby Jo tutaj zamieskzała?-uśmiechnęła się pani Knight. My tylko pomachaliśmy znacząco głowamy- No w sumie czemu nie, zgoda niech Jo tu zamieszka.-uśmiechnęła się kobieta.
-Mamo dzięki.-uśmiechnął się Kendall i przytulił swoją matkę
-Bardzo dziękuje prosze pani.-skinęłam lekko głową
-Oh nie ma za co dzieci.-uśmiechneła się kobieta a po chwili dodała.-Jo idź po swoje rzeczy i  się rozpakuj-dodała
-Dobrze.-uśmiechnęłam się lekko i wyszłam z mieskzania gdy szłam doswojego pokoju usłyszałam głos Kendalla
-Jo zaczekaj pomogę ci.-uśmiechnał się i poszliśmy do mnie. Gdy byłam spakowana porzegnałam się z tatą który musiał wracać do mamy, my następnie poszliśmy do pokoju Kendalla abym mogła się rozpakować gdy wszystko było zrobione niepsodziewanie do pokoju wpadł przerażony James...
________________________________________________________
Przerwa w najlepszym momęcie, mam nadzieję, że mnie nie zbaijecie no ale cóż rozdział drugi będzie za jakiś czas, albo w tedy kiedy wena mnie natchnie. Buziaczki Sonny :*****